fbpx
Ucieczka z Jaipuru – Dzień 3 i 4
26 marca 2019
Wielbłądy i święty staw – Dzień 5
28 marca 2019
 

Pushkar

Około 15 opuściliśmy Jaipur. Naszym celem był teraz Pushkar. Niewielkie miasto w Radżastanie mogące się poszczycić najsławniejszą świątynią Brahmy. Indyjskie autobusy okazały się całkiem przyjemne. Owszem, nie są zbyt czyste, wyglądają jakby służyły w czasach wojny, a drzwi przez większość trasy pozostają otwarte, to mają jednak pewne atuty. Po pierwsze bilety sprzedają w środku "konduktorzy", cena jest oficjalna i nawet dostajesz wydruk z kasy fiskalnej. Co ciekawe kobiety mają odrobinę tańsze bilety. Po drugie, na każdym przystanku zjawiaja się handlarze, którzy wchodzą i oferują, wodę, jedzenie itp. w rozsądnych cenach i nienachalnie. Po trzecie są po prostu W miarę wygodne i przyjemnie się jechalo. 

Po dotarciu do Pushkaru, skierowaliśmy się do hostelu ChaCha, który znaleźliśmy na stronie hostelworld.com, polecanej przez Oscara. Po krótkich i skutecznych negocjacjach co do ceny, ulokowalismy się w pokoju. Standard trochę się zmienił w stosunku do tego co mieliśmy wcześniej. Cztery ściany, stół, łóżko. Sanitariaty z letnią wodą, wspólne dla wszystkich. Mieszkający tam biali dawno już przekroczyli Indie level 10. Jakiś Anglik tatuuje recepcjonistę, dziewczyna buja się w rytm transowej muzyki, a 60-letni gość, ściska się z chudym Hindusem Chachą, wychillowanym właścicielem motelu. Odświeżyliśmy  się i ruszyliśmy na spacer nad święte jezioro, a może bardziej staw. Po drodze zahaczyliśmy stojącego przy wózku staruszka i kupiliśmy kolację. Na schody do jeziora nie można wejść z jedzeniem. Podążyliśmy  wiec dalej ulicami wśród niezliczonych małych sklepików ze wszystkim. Po jedzeniu, weszliśmy nad jezioro. Po schodach i wokół jeziora nie wolno chodzić w butach więc trzymaliśmy je w rękach. Chwilę posiedzieliśmy nad jeziorkiem. Cisza i spokój, czasem spacerują ludzie, czasem szczekają bezpańskie  których tu pełno. Po powrocie do hostelu usiedliśmy przy piwku, zastanawiając się jak myśmy to wszystko przeżyli. Kaszmiri people, wysłali mi zapytanie czy zdążyliśmy na lot. Odpisałem, że tak i zablokowałem kontakt. Wykończeni, ale zadowoleni z dnia poszliśmy spać, słuchając odgłosów imprezy za oknem.