fbpx
Wielbłądy i święty staw – Dzień 5
28 marca 2019
Agra – Zapach z tysiąca i jednej (nie)nocy – Dzień 7
29 marca 2019
 

Jaipur

Z każdym dniem odnajdujemy się tu coraz lepiej oraz czujemy się coraz pewniej. Dzisiejszy dzień miał polegać na oczekiwaniu na pociąg do Agry, a okazał się jednym z najlepszych w naszej dotychczasowej podróży. Rano wsiedliśmy do tuk-tuka i udaliśmy się do świątyni Boga Hanumana, popularnie zwaną świątynią małp. Mi bardzo zależało na odwiedzeniu tego miejsca, ale z powodu naszych przygód przy poprzedniej wizycie w Jaipurze, nie zdążyliśmy tego zrobić. Zaraz po przyjeździe skorzystaliśmy z możliwości zakupienia orzeszków i ruszyliśmy w górę. Świątynia, jak większość, które dotychczas widzieliśmy była niezbyt urokliwa i zaniedbana, co jednak nie przeszkadzało w zbieraniu datków i wsparcia tutejszym kapłanom. Co pewien czas widzieliśmy gdzieś przemykajace małpy, ale naprawdę dużo było ich dopiero poza kompleksem światynnym gdzie znaleźliśmy jedne z niewielu terenów,zielonych. Nawet nie wyobrażacie sobie jaka to przyjemność, móc wyciągnąć się na trawie i patrzeć na żyjące rośliny. Szybko .też zaczęliśmy zaprzyjaźnić się z zamieszkującymi tu kuzynami. Jakiś miły starszy Hindus pokazał nam jak sprawić by weszły nam na ramię, z czego skrzętnie skorzystaliśmy. Po dobrej godzinie wypoczynku i dobrej zabawy skierowaliśmy się spowrotem. Warto zaznaczyć, że malpy żyją tu całkowicie swobodnie i są dodatkowo dokarmianie, pewnie po to by przytrzymać je w tym miejscu. Przy basenie, w którym moczyli się Hindusi spotkaliśmy parę z Gdańska. Trochę więksi hardcorowcy, bo są już w podróży od 10 miesięcy. Włochy, Bałkany, Turcja, Gruzja, Azja południowa. Kolejna godzina upłynęła nam na rozmowie i kiedy mieliśmy się rozstawać, pojawił się z rowerem Maciek z Zielonej Góry, który zajął nam kolejne pół godziny. Przybył do Indii z Pakistanu. Mówi, że wojna to bzdura i propaganda.

Ze świątyni skierowaliśmy się na dobry obiad w knajpce, gdzie pakowano na wynos do woreczków próżniowych. Trzeba przyznać, że co jak co, ale kuchnię mają bardzo dobrą i cokolwiek jedliśmy zawsze nam smakowało. Po drodze jeszcze sok ze świeżo wyciskanych owoców i udajemy się na dworzec. Jutro Agra i Tadż Mahal.

 

 

P.S

Jesteśmy już w hostelu w Agrze, gdzie okazało się że w piątek Tadż Mahal jest zamknięty! Musimy więc trochę zmodyfikować plan naszej podróży, ale na szczęście jesteśmy elastyczni ;)