fbpx
Varanasi – Hinduska Częstochowa – Dzień 8
30 marca 2019
Z czym to się je – Dzień 10
2 kwietnia 2019
 

Varanasi

Dzisiejszy dzień zaczęliśmy bardzo wcześnie. 5.30 z hostelowej recepcji zabrał nas człowiek, z którym mieliśmy płynąć na wschód słońca nad Gangesem. Byliśmy już w łódce,  kiedy okazało się, że zapomniałem telefonu! Ponieważ do hostelu było tylko 5 minut drogi postanowiłem podbiec po sprzęt. Niestety wśród licznych wąskich uliczek pogubiłem drogę i o ile w miarę szybko dotarłem po telefon, to miałem problem ze zlokalizowaniem miejsca nad rzeką. Ostatecznie wypłyneliśmy koło 6.00, a ja wyglądałem jakbym już był po kąpieli w Gangesie. Z perspektywy rzeki mogliśmy oglądać jak miasto budzi sie do życia, a o tej porze na brzegach było coraz więcej ludzi. Jedni witali  wschodzące słońce, inni zarzywali kąpieli, a jeszcze inni szykowali łódki by zabrać na nie kolejnych pasażerów lub rozkładali swoje kramiki,  głównie z jedzeniem. Po około godzinnej przejażdżce, korzystając z pogody ruszyliśmy na spacer wzdłuż rzeki. Czego nad nią nie było!? Opisze kwintesencję. Otóż wśród ghat czyli takich schodowych brzegach ciągnących się wzdłuż Gangesu znajdują się dwie na których dokonuje się całopalenia zwłok, którego byliśmy świadkiem. Miejsce kremacji zależy od kasty zmarłego oraz opłaty. Także część dokonuje się nad samym brzegiem, na specjalnych łożach-paleniskach lub w wyznaczonym miejscu tylko dla wyższych kast. Ogólnie wszystko odbywa się wśród wszechobecnych śmieci oraz biegających psów i kóz. Stos przygotowują oraz całą obsługą ceremoni zajmują się członkowie najniższej kasty nietykalnych. Najstarszy syn zmarłego ma obowiązek ogolić głowę oraz zarost po czym bierze do ręki żagiew odpalony od świętego ognia w świątyni Sziwy, który płonie nieprzerwanie od VII wieku. Obmyte w rzece ciało zostaje położone na stosie, a syn przed podpaleniem okrąża go pięciokrotnie. Następnie wszyscy czekają, aż stos wraz z ciałem całkowicie spłoną. W ceremonii tej nie mogą brać udziału kobiety. Dlaczego? Kobiety płaczą, co może przysporzyć w takim momencie złej karmy zmarłemu, a po drugie aby uniknąć sati, czyli rzucenia się żony na stos męża gdyż ten zwyczaj jest obecnie w Indiach zakazany. Tutaj dochodzimy do obrazka, który dzisiaj widzieliśmy. Nad brzegiem płonie stos, wokół pełno śmieci, jak po dobrym rockowym festiwalu, niedaleko biegają psy. Może dziesięć metrów od stosu, kąpie się rodzina z dziećmi, używają szamponów etc. Jeszcze kawałek dalej, stanowiska do prania, gdzie ciągle ktoś coś robi. Środkiem rzeki pływają łodzie motorowe. Oczywiście popioły zostaną w całości wrzucone do wody. To nie wszystko, zdarza się , że niektórych zwłok się nie pali tylko odpowiednio owinięte wrzuca bezpośrednio do wody. To Kapłani, kobiety w ciąży, dzieci do 10 lat, trędowaci oraz zabici ukąszeniem węża. Normy epidemiologiczne są przekroczone kilkusetkrotnie, ale wszyscy trwają tu we względnym zdrowiu.

Po spacerze chwilę zregenerowaliśmy siły i ruszyliśmy na wyprawę na dworzec kupić jutrzejsze bilety do Khajuraho.  Spiekota, hałas i tyle pyłu i kurzu, że obdarowałbyś cały Śłąsk. Udało się! Z dworca ruszyliśmy tuk-tukiem pod miasto do miejsca gdzie Budda wygłosił pierwszy raz swoje nauki, pięciu ascetom. Miejsce ciche i spokojne gdzie można odpocząć od zgiełku Waranasi. Za zobaczenie starożytnych ruin trzeba trochę zapłacić, w dodatku 12 razy więcej (!) od miejscowych. Nie zdecydowaliśmy się. Po powrocie kupilismy sobie obiadek i zabunkrowaliśmy w pokoju żeby odpocząć. Trochę już jesteśmy zmęczeni permanentnym hałasem i ciągłą potrzebą opędzania się od miejscowych. Jutro jeszcze dzień w Waranasi, a ok. 17.00 ruszamy dalej!

P.S.                                                                                           Byliśmy też dzisiaj na mszy, ale po 40 minutach kazania w hindi wymiękliśmy i nie doczekaliśmy końca 🙏