fbpx
Rzeka brudu, czyli wiara czyni cuda – Dzień 9
31 marca 2019
O co chodzi z tą kamasutrą? – Dzień 11
3 kwietnia 2019
 

Varanasi

Wpis ten nie będzie dotyczył jedzenia, jak mógłby wskazywać tytuł. Ponieważ dzisiejszy dzień spędziliśmy na spacerach po Waranasi, chciałbym pokrótce opisać jak wyglądają Indie z naszej tygodniowej perspektywy.

Miasta

Przyjeżdżając tutaj zdawaliśmy sobie sprawę, że nie będziemy mieć do czynienia z ośrodkami miejskimi jak na zachodzie, ale myśleliśmy, że duże miasta, przynajmniej w centrum będą wyglądać podobnie. Nic bardziej mylnego. Pierwsze co rzuca się w oczy to śmieci, leżą one wszędzie w niewyobrażalnych ilościach. Czasem, ale rzadko zdarza się znaleźć jakiś śmietnik. Czasem są też ludzie, którzy te śmieci zmiatają, byle jak, ale to robią. Mniejsze hałdy palą bezpośrednio na ulicach, większe raczej gdzieś wywożą. Widzieliśmy krowy żerującw na takim składowisko, niestety jednej coś chyba zaszkodziło bo zdechła. W węższych uliczkach, którymi zdarzało nam się przebaczać jest podobnie. Hindusi po prostu wyrzucają śmieci gdzie popadnie, pod siebie, za okno... Obrazu dopełniają leżące wszędzie zwierzęce odchody, krowie, psie, czy kozie. Więc nawet jeżeli nie ma gdzieś dzikiego małego śmietnika, to zapach delikatnie mówiąc nie jest zbyt zachęcający. Powszechne są tutaj małe sklepiki spożywcze takie, gdzie kupujesz przy ladzie, stragany z owocami oraz sklepy z ubraniami. Ponadto co jakiś czas można spotkać balwierzy i różnej maści rzemieślników. Wśród tych małych przedsiębiorstw biją w oczy reklamy znanych marek telekomunikacyjnych. Można też natknąć się na sklepy ubraniowych i elektronicznych gigantów, ale te raczej występują w skupiskach. Choć eleganckie lokalne butiki potrafią wyrosnąć jak z pod ziemi wśród brudu i pyłu okolicy. Jeżeli chodzi o jedzenie to spotkaliśmy McDonalda, KFC, Dominos Pizza oraz Subwaya. Od czasu do czasu można spotkać przy ulicy jakąś knajpkę z jedzeniem lub wziąć takowe od jednego z licznych przydomowych producentów. Oczywiście trafiają się też restaurację, choć te są najczęściej ulokowane przy hotelach. Miejsca takie mają ceny zbliżone do naszych. 

Transport

Nad każdym miastem, w którym byliśmy unosi się lekka ciemna chmura przysłaniająca niebo, to smog. Myślę że jego główne składniki to spalane śmieci oraz spaliny samochodów. Transport publiczny jeżeli chodzi o miasta w zasadzie nie istnieje. Wszystko ogranicza się do taksówek, riksz i zdecydowanie najpopularniejszych tuk-tuków, które są tutaj wszędzie, tak samo jak wszelkiej maści jednoślady, motory, skutery, motorynki itp. Do tego wszystkiego prywatne samochody, chociaż nie w jakiejś oszałamiającej ilości. Wszystko to generuje ogromne ilości spalin i sprawia, że idąc ulicą często ciężko złapać oddech i szeroko otworzyć oczy. No właśnie. Poprzednie zdanie to nie przeoczenie tylko fakt. Na tę wszystkie pojazdy nakładają się jeszcze piesi ponieważ nie ma tu mowy o chodnikach, tak samo jak o znakach drogowych i światłach (dwa-trzy razy widzieliśmy). W dodatku wszędzie gdzie się da można wjechać w Waranasi zdarzało się, że w zatłoczonej uliczce na której ciężko wyminąć kogokolwiek bo w dwie strony płynie ruch, jedzie i trąbi skuter! Drogi to dżungla. Trochę inaczej jest w odniesieniu do transportu międzymiastowego. Nie mieliśmy okazji podróżować zbyt wiele autobusem, a nasze pozytywne doświadczenia opisałem gdzie indziej, ale pociągiem pokonaliśmy ponad 1000 kilometrów. Klas jest tu chyba 8, ale jeżeli nie bierze się najtańszej, w której ludzie są upchnieci jak sardynki, to podróż przebiega komfortowo i bez problemów, no może z wyjątkiem opóźnień. Jednak po nocce człowiek jest wypoczęty i gotowy do działania, a w łazience nie ma problemów z odświeżeniem. Poza tym, że taboru są już wysłużone to wypadają lepiej niż nasze PKP.

Ludzie

Nauczyliśmy się nie ufać i nie wierzyć nikomu, kto sam do nas podejdzie, a wszystkich podchodzących zbywać krótkim "no", "thank you", "really no", zazwyczaj działa 👍. Targujemy się praktycznie z każdym i o wszystko, bo biały to niewyczerpane źródło gotówki, zwłaszcza w świątyniach, gdzie powinien zostawiać datki i tipy w każdym możliwym miejscu. Ludzie, których zaczepimy sami, aby o coś zapytać są najczęściej pomocni i uprzejmi i jeśli sami nie znają rozwiązania lub angielskiego to postarają się wskazać kogoś pomocnego, ale rzadko korzystamy z tej opcji. Generalnie Hindusi nie przekonali nas do siebie.

Jedzenie

Wszystko co czytaliśmy przed wyjazdem to prawda. Jedzenie jest tutaj niesamowite! Bogate w smaki i posiłek stanowi czystą przyjemność. Oczywiście staramy się dobierać miejsca, w których jemy. Od drugiego dnia, kiedy na ulicy zobaczyliśmy warunki, w jakich przetrzymywane, zabijane i obrabiane są kurczaki pozostajemy na diecie vege, która jest naprawdę przepyszna. Co jak co, ale przyrządzić jedzonko potrafią 🍝😁