fbpx
Z czym to się je – Dzień 10
2 kwietnia 2019
Aurangabad czyli 1,5 milionowa wieś – Dzień 12
3 kwietnia 2019
 

Khajuraho

Do Khajuraho dotarliśmy bardzo wcześnie. Na dworcu zagadał do nas samotny Chińczyk, więc wspólnie wzięliśmy tuk-tuka do miasteczka. Khajuraho jest wielkości Koszęcina, a znane jest z X wiecznego kompleksu świątyń wpisanego na światową listę UNESCO. Miejsce to też bywa nazywane świątyniami kamasutry ze względu na sceny erotyczne wyrzeźbione na fasadach. Naszym skromnym zdaniem jest to przebiegła zagrywka marketingowa, gdyż jedynie 10% rzeźb porusza tę tematykę. Pozostałe prezentują sceny życia codziennego, walki, czy bogów. Kompleks jest ładnie zachowany, jak na Indie, niemal doskonale. Trawnik jest przycięty i zielony, a wokół panuje... porządek i brak śmieci! Oczywiście  na terenie świątyń. Przed wejściem rozstaliśmy się z naszym dalekowschodnim towarzyszem. Ochrona przejrzałam nam plecaki (mogliśmy je zostawić w przechowalni, ale koszt wynosił tyle co bilet wstępu, czyli ok. 30 zł) i wyciągnęli nasze lekarstwo żołądkowe czyli weselną wódkę. Trochę się śmiali, ale została do odbioru przy wyjściu. Samo zwiedzanie było bardzo przyjemne, ale świątynie nas nie zachwyciły. Owszem miło popatrzeć, na te kilkusetletnie, misterne dzieła ludzkich rąk, ale wspólnie stwierdziliśmy, że bardziej zachwycają nas walory przyrodnicze i kulturowe odwiedzanych miejsc niż architektura czy sztuka. Nie ulega jednak wątpliwości, że w ciszy i spokoju tego miejsca, z dala od zgiełku miasta oraz tłumów ludzi, można było odpocząć. Po opuszczeniu głównego, zachodniego kompleksu (najlepiej zachowanego i jedynego płatnego) tuk-tukiem udaliśmy się ku kilku innym świątyniom, ale wszystkie one prezentowały się podobnie. Zahaczyliśmy jeszcze o pyszne jedzonko, którego mieliśmy okazję spróbować na śniadanie i popołudniu wróciliśmy na dworzec. Przed nami dłuuuga droga na południe do Aurangabadu.