fbpx
Droga do raju – Dzień 15
8 kwietnia 2019
Zielono nam – Dzień 18
9 kwietnia 2019
 

Varkala

Wpis ten wyjątkowo obejmuje dwa dni, z prostego względu, dzień 17 był jednym wielkim wypoczynkiem na który zasłużyliśmy, a który można streścić w słowach: hotel, pyszne jedzonko, morze, chillout. W związku z tym skupię się na niedzielnych doznaniach, kiedy wszystko było "nowe". 

Pobudkę na plaży zafundowali nam ludzie, którzy wokół, zbierali śmieci! Nie zaczepiali nas, ale chodzili wokół co wystarczyło by nas przebudzić. Ogarnęliśmy się szybko i ruszyliśmy na poszukiwanie hotelu. Mieliśmy już kilka upatrzonych, ale trzeba było sprawdzić ich jakość i dostepność. Nasza ścieżka prowadziła górą klifu, z którego rozciągał się widok na bezkres morza. Całkiem uroczo, z jednej strony budy, knajpki i restauracje, z drugiej przepaść. Po drodze zahaczyliśmy jedną z nich, gdzie zjedliśmy pyszne naleśniki z owocami. Zasmakowały nam na tyle, że następnego dnia powtórzyliśmy to śniadanie. Okazało się  też, że łuna którą widzieliśmy w nocy pochodziła z pożaru, który strawił kafejkę i kilk mniejszych sklepików. Małe domki, które oglądaliśmy jako pierwsze okazały się mniej atrakcyjne niż na zdjęciach, więc zatrzymaliśmy się w hotelu, który prowadzą... Kaszmiri people, Ci jednak wydają się sympatyczni i pomocni 😉. Z balkonu , mamy widoczek na morze, a siedząc w cieniu jesteśmy owiewani przez przyjemny wiatr. Po aklimatyzacji w pokoju, wybraliśmy się na spacer wzďłuż klifu. Cisza i spokój, brak wiecznie trąbiących samochodów i generalnie ludzi, widać że sezon się skończył. Niektóre mijane przez nas hotele, mają swoje baseny, zielone ogródki i wyglądają naprawdę urokliwie. Niestety w tym słodkim obrazku jest też łyżka dziegciu. Wystarczy spojrzeć w dół klifu, by zobaczyć na skałach jedno wielkie wysypisko. Masakra. Po naprawdę długim spacerze i pysznym obiedzie przyszła w końcu pora iść plażować. Było koło 17.00 więc upał już zelżał. Rozkładamy kocyk i idziemy do wody, idziemy, idziemy i... nie czuć różnicy, nic. Na oko woda ma ponad  30 stopni! Kasia mogła w niej siedzieć ponad godzinę i nie miała potrzeby wychodzić. W dodatku fale są całkiem spore, więc można się dobrze bawić. Pół godziny przed zachodem słońca ratownicy z gwiazdkami wywalają wszystkich z wody. Jako grzeczni turyści wyszliśmy. Wieczorem udaliśmy się na piwko, niestety w sklepach jest to materiał trudno dostępny, a w knajpach kosztuje tyle co u nas. Kelner nalał mi do kufla i postawił butelkę przy krześle. Kasia ppstanowiła pić z butelki, jednak po chwili podszedł do nas gość i ppprosił żeby odsfawiała butelkę przy krześle ponieważ nie mają koncesji na alkohol i nie może on stać na wierzchu! W tym wypadku, wzięliśmy dodatkowy kufel. Oczywiście dzień nie mógł się zakończyć bez kuriozalne przygody.

Siedzieliśmy sobie na plaży na uboczu, kiedy za nami wśród skał pojawił się człowiek. Powiedział żebyśmy sobie nie przeszkadzali ponieważ szuka kolegi. Dobra nie ma sprawy. Dziwnie zrobiło się kiedy Kasia  po kilku minutach zauważyła, że gość kuca sobie po prostu gdzieś między skałami. W takim wypadku ruszyliśmy na spacer co spowodowało, że gość w pewnym momencie wyprzedził nas biegnąc w pewnym oddaleniu po plaży. Kuriozalna sytuacja, ale postanowiliśmy ostatecznie zakończyć dzień i wrócić do hotelu.

Przeżyliśmy tu naprawdę niesamowity czas, cudownie odpoczeliśmy i moglibyśmy jeszcze tu siedzieć i siedzieć , ale trasa nas wzywa! Jak się uda to jeszcze jutro o szóstej rano, zanurzymy się w tej cudownej wodzie i w drogę.