fbpx
Zielono nam – Dzień 18
9 kwietnia 2019
Halo, jest tu coś? – Dzień 20
12 kwietnia 2019
 

Kumily

Nasza podróż powoli zmierza ku końcowi. Dziś ruszyliśmy na północ i choć tęskno nam już trochę do domu, to jeszcze wyciskamy z wycieczki co tylko się da. Dzisiejszy dzień zaczęliśmy od najgorszego posiłku, jaki przyszło nam zjeść w Indiach. Kasi omlet okazał się tostem, a mój naleśnik był surowy, jak nasza ocena na tripadvaisorze. Pierwszym z dwóch miejsc, które odwiedziliśmy była hmm... plantacja rozmaitości. Tak naprawdę był to pół ogród, pół plantacja, w której mieliśmy możliwość zobaczyć i skosztować prosto z ziemi czy drzewa przeróżnych przypraw i roślin. Przewodnik, który nam wszystko opisywał był osobą kompetentną do tego stopnia, że potrafił nazwać pokazywane zioła po łacinie 👍. Między innymi skosztowaliśmy czarnego i białego pieprzu, mikro bananów rosnących do góry, jakiś liści czegoś tam i zioła znieczulającego, które na chwilę zmieniło odczucia w naszych ustach. Ponadto nawąchaliśmy się kilku jak nie kilkunastu innych przypraw. Ciekawe doświadczenie zobaczyć jak to wszystko jest pozyskiwane i wygląda na plantacjach.

Drugim punktem dzisiejszego dnia była plantacja herbaty. Po przejechaniu autobusem 20 km, z widokiem za oknem kojarzącym się z lasami, w których filmowe kolumbijskie karetele hodują kokę, dostaliśmy się na miejsce. Wycieczka trwała godzinę w trakcie której poznaliśmy historię herbaty,  ciekawostki na temat zbiorów oraz obejrzeliśmy od środka funkcjonowanie fabryki. Nauczyliśmy też przewodnika trochę na temat współczesnej historii Polski i Europy, tłumacząc, że w ostatnim czasie nie wygraliśmy z Rosją żadnej wojny. Chyba zrozumiał, ale nie mamy pewności. 

Po dopiciu herbatki ruszyliśmy w dalszą podróż. Okazało się, że by dotrzeć do Koczin obraną przez nas trasą będą potrzebne dwie przesiadki w autobusach. Wszystko szło świetnie do momentu, kiedy przyjechaliśmy do Palai. Jacyś sympatyczni Hindusi od razu po wyjściu z autobusu powiedzieli, że nasz bus odjeżdża z innej stacji, ale po dotarciu we wskazane miejsce okazało się, że owszem odjeżdża, ale jutro rano. W związku z czym nie pozostało nam nic innego jak znaleźć nocleg. Niestety początkowo Internet nie okazał się zbyt pomocny i wskazał trzy opcje. Pierwszą, czyli pensję dla dziewcząt u jakiś zakonnic odrzuciliśmy bez sprawdzania. Druga okazała się restauracją z wątpliwej jakości hotelem, który podobno znajdował się kilometr dalej. Z kolei trzecia była chłopięcym Internetem, który był zamknięty na bramę garażową. Jak chłopaki nas zobaczyli (raczej Kasię) zlecieli się w liczbie ok 10, ale przez drzwi, którymi byli oddzieleni nie bardzo mogli nam pomóc, dorosłych w pobliżu nie zaobserwowaliśmy. Ostatecznie udało nam się wygooglować całkiem ładny hostel. Pięć minut jazdy tuk-tukiem. Przy recepcji gość zarządał za ostatni pokój dwukrotnie wyższej stawki, niż ta w Internecie więc... przy nim zarezerwowałem pokój przez telefon. Pokój ładny, jutro wstajemy z rana żeby nadrobić czas. Dobranoc 👋