fbpx
Gdzie pieprz rośnie… na drzewach! – Dzień 19
10 kwietnia 2019
Targowisko różności – Dzień 21
12 kwietnia 2019
 

Kochin

Pobudka przed 5.00. Zbieramy się i idziemy na dworzec autobusowy. Mimo pory, gorąco. Został nam tylko kilometr, kiedy decydujemy się podjechać tuk-tukiem. Mówimy gdzie jechać, ale Hindus zawraca i wiezie nas w inną stronę! Przywozi nas na dworzec, z którego wczoraj nas przekierowali na inny. Pytamy się jedynego czekającego czy stąd jedzie do Ernakulam. Mówi, że tak, ale równie dobrze mógł nas nawet nie zrozumieć. Siedzimy i czekamy. 5.10 podjeżdża samochód, z którego wysiada dwóch gości. Pytają na co czekamy. Jeden dzwoni i informuje nas, że autobus będzie chwilę po 5.30. Wypadają i odjeżdżają. Nie mamy pojęcia co się właśnie wydarzyło. Ostatecznie postanawiamy pojechać na drugi przystanek, gdzie wczoraj gość mówił, że bus odjeżdża po 5.00. Bierzemy tuk-tuka, a ten... przewozi nas jakieś 700 metrów na jeszcze jeden, trzeci już dworzec autobusowy! Sporo tu jednak ludzi i busów. Pytam w biurze i sukces! Wskazują nam busa, który za 10 minut odjedzie w pożądanym kierunku. Wsiadamy.

W Kochin jesteśmy przed 8.00. Ruszamy na poszukiwanie głównej atrakcji, czyli rejsu po lokalnych rozlewiskach oraz czegoś na ząb. Google maps kieruje nas do najstarszej i bardzo turystycznej części miasta czyli Fort Kochin. Płyniemy tam tramwajem wodnym, który kosztuje nas ok. 40 groszy od osoby. Bardzo sympatyczny transport 😉. Na miejscu poszukujemy biura podróży, z którym ruszymy, ale jedyne które może nam coś zaproponować rzuca cenę tak oderwaną od rzeczywistości jak nasi posłowie. W związku z niepowodzeniem postanawiamy chwilę odpocząć pod rozłorzystym drzewem co poskutkowało... udziałem w sesji zdjęciowej  do jakiegoś magazynu! Akurat robili zdjęcia w pobliżu i stwierdzili, że modelka będzie świetnie wyglądać mając w tle białych ludzi. Nie mieliśmy co robić więc z przyjemnością się na to zgodziliśmy. Może trafimy na okładkę jakiegoś niszowego pisma, ktore czyta maksymalnie 10 mln ludzi. Ekipa uświadomiła nas też, że rozlewiska, główna atrakcją miasta, znajdują się dwie godziny drogi stąd! To tak jakby Gdańsk był reklamowany hasłem: niepowtarzalne, wędrujące wydmy, musisz je zobaczyć! Jednak Hindusi nie dali nam się długo nudzić. Podszedł do nas kierowca tuk-tuka, który poprosił nas żebyśmy odwiedzili z nimfa pobliskie sklepy. Nic nie musimy w nich kupować, ale mamy się przejść, popatrzeć, a on za to dostanie hajs. Co robić, pomogliśmy gościowi, który był zadowolony jak ministrant po kolędzie. 

Poszliśmy odwiedzić największą atrakcje miast, czyli rybaków łowiących za pomocą staroświeckich chińskich sieci. Ciekawe, ale po stolicy jednego z najbogatszych stanów Indii, można się było spodziewać trochę większej atrakcji 😉. Odwiedziliśmy też muzeum Kochin, mieszczące się w jakiejś starej rezydencji, całkiem interesujące, ale tylko dla lubiących czytać, gdyż 80% wystawy stanowią tablice z informacjami historycznymi, a 15% stare freski na ścianach. Wracając na prom, spotkał nas znajomy tuk-tukarz, który zaoferował, że podwiezie nas za darmo. No cóż to miłe. Jednak gdy już byliśmy w środku, zaproponował żebyśmy odwiedzili jeszcze dwa sklepy! Zgodziliśmy się na jeden i po 10 minutach oglądania drewnianych słoni, kościanych szachów i metalowych figur, ruszyliśmy na prom, autobus i na lotnisko. Tam po odbyciu trzech kontroli i czterokrotnym sprawdzeniu biletu dostaliśmy się na pokład. Na lotnisku skusiliśmy się też na vege zingera, który trzeba przyznać był całkiem smakowity 🍔👍. Warto też wspomnieć, że w samolocie, mimo że lot trwał jakieś 3,5 godziny dostaliśmy dobry obiadek z deserem.

New Delhi przywiatało nas tym co ostatnio. Rzeszą taksówkarzy, którzy chcieli nas koniecznie naciągnąć. Jednak dzięki intensywnemu levelowaniu przez ostatnie tygodnie byliśmy w stanie sobie poradzić choć walka nie była łatwa. Przyjazd tu pierwszego dnia to tak jakbyś od razu chcieli zaczynać na hellu, czysto teoretycznie masz szansę

Dzisiejszy rekordzista zawołał za podwózkę do hotelu 20$, zapłaciliśmy za nią ok. 3,5$. Jutro, a w zasadzie dzisiaj nasz ostatni dzień w Indiach.